Wokół zasobów wodnych w Polsce narosło wiele mitów. Podczas niedawnej Debaty o wodzie w Piasecznie, dr Sebastian Szklarek, znany hydrobiolog i popularyzator nauki, przedstawił twarde fakty dotyczące kryzysu wodnego. Ekspert w jasny sposób wyjaśnił, dlaczego globalne anomalie coraz mocniej uderzają w nasze lokalne społeczności i przed jakimi wyzwaniami staje współczesne zarządzanie kryzysowe.
Wojny o wodę to już nie fikcja literacka
Dr Szklarek rozpoczął od przypomnienia dawnych prognoz, które zapowiadały, że XXI wiek będzie erą „wojen o wodę”. Choć kiedyś mogło brzmieć to jak literatura science-fiction, dziś konflikty o zasoby stają się faktem – zarówno w skali globalnej (jak spory między Etiopią a Egiptem wokół Nilu czy napięcia w USA wokół rzeki Kolorado), jak i w skali mikro. W czasie dotkliwych susz dochodzi na świecie do kradzieży całych beczkowozów wody, a w Polsce – do nielegalnego poboru z hydrantów. Ponadto, coraz więcej wielomilionowych aglomeracji (na wzór Kapsztadu) staje w obliczu tzw. „Dnia Zero” – momentu, w którym w kranach może całkowicie zabraknąć wody.
– Jeżeli zmianę klimatu porównamy do rekina, to problemy związane z wodą są jego zęby – obrazowo tłumaczył prelegent, podkreślając, że woda pośrednio lub bezpośrednio dotyka każdego aspektu naszego życia.
Ślepa plama edukacji i bilans wodny Polski
Jednym z fundamentalnych problemów jest wadliwy system edukacji. Badania pokazują, że w aż 90% podręczników na świecie schemat obiegu wody w przyrodzie całkowicie pomija… człowieka. Tymczasem nasz wpływ na ten cykl jest gigantyczny.
Bilans wodny Polski jest wyjątkowo wrażliwy: aż 97% naszych zasobów pochodzi wyłącznie z opadów. Nie zasilają nas wielkie rzeki płynące z zagranicy. Po stronie rozchodu aż 70% wody ucieka bezpowrotnie poprzez parowanie (ewapotranspirację), a sytuację drastycznie pogarsza wzrost średnich temperatur.
Dr Szklarek zwrócił uwagę na zanikanie stabilnych opadów zimowych. Powołując się na dane z najbliższej Piasecznu stacji meteorologicznej Warszawa-Okęcie, wykazał wyraźny trend spadkowy grubości pokrywy śnieżnej w ostatnich dziesięcioleciach. Śnieg topnieje niemal natychmiast, przez co tracimy naturalny, rozłożony w czasie proces wiosennego zasilania gleby i rzek.
Urbanizacja versus natura, czyli powódź i susza jednocześnie
Naukowiec podkreślił, że winy za kryzys nie można zrzucać wyłącznie na zmiany klimatyczne. Równie dewastująca jest antropopresja – betonowanie miast (tworzące tzw. miejskie wyspy ciepła i uniemożliwiające wsiąkanie wody) oraz uproszczenie krajobrazu rolniczego (monokultury, likwidacja zadrzewień śródpolnych, prostowanie rzek).
Efektem tego są paradoksy hydrologiczne: gwałtowny, kilkunastominutowy opad nawalny potrafi błyskawicznie przeciążyć miejską kanalizację i doprowadzić do lokalnych podtopień. Ta sama woda równie szybko spływa jednak rzekami i znika, pozostawiając miasto w stanie permanentnej suszy glebowej. Rozwiązaniem jest ochrona naturalnej retencji krajobrazowej i terenów zielonych, które działają jak gąbka – zatrzymują nadmiar wody i oddają go w okresach niedoboru.
Podcinanie gałęzi. Dlaczego wysychają rzeki?
Kolejnym kluczowym wątkiem wykładu było wysychanie wód podziemnych. Dr Szklarek przytoczył badania wykazujące, że aż 70% wody w polskich rzekach pochodzi z zasilania przez płytkie warstwy wodonośne. Masowe i niekontrolowane czerpanie z tych zasobów (zarówno przez rolnictwo, jak i na cele komunalne) obniża zwierciadło wód podziemnych. To właśnie dlatego notujemy dziś rekordowo niskie, wręcz dramatyczne stany wód na Wiśle i innych rzekach. Korzystanie z głębszych zasobów nie rozwiąże problemu, ponieważ odnawiają się one niezwykle wolno – woda w najstarszych łódzkich ujęciach pamięta deszcze sprzed 11 tysięcy lat.
Lokalne napięcia i taryfy progresywne
Wraz z falami letnich upałów setki polskich gmin wydają apele, a nawet formalne zakazy podlewania ogródków wodą z sieci komunalnej. Rodzi to poważne konflikty społeczne w myśl zasady „płacę, więc wymagam”, podczas gdy sąsiedzi w wyższych partiach sieci zmagają się wieczorami z brakiem ciśnienia w kranach.
Jako jedno z potencjalnych narzędzi regulacji tego problemu dr Szklarek wskazał progresywne taryfy za wodę (gdzie stawka rośnie drastycznie po przekroczeniu limitu podstawowych potrzeb życiowych), które z powodzeniem wdrażane są w niektórych krajach UE, jednak w Polsce – mimo furtek prawnych – żadna gmina nie zdecydowała się jeszcze na ich wprowadzenie.
Wykład dr. Sebastiana Szklarka był wyraźnym sygnałem ostrzegawczym: woda jest zasobem skończonym. Bez radykalnej zmiany myślenia o retencji, planowaniu przestrzennym oraz codziennym zużyciu, lokalne kryzysy wodne będą powracać z coraz większą siłą.
Dr Sebastian Szklarek – Ekohydrolog z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk w Łodzi.
Powiązane tematycznie:
– Czy zabraknie wody w kranach? Mieszkańcy rozmawiali o wodzie
– Playlista z filmami na YouTube: Woda nasz wspólny skarb
Data publikacji: 2.07.2026 r.







