Powstanie Kościuszkowskie – Bitwa pod Gołkowem 9-10 lipca 1794 roku

2425
Głaz i tabliczka upamiętniająca
Głaz i tabliczka upamiętniająca "Bitwę pod Gołkowem"

Niewiele jest w Polsce miejsc, w których ludzie mogliby powiedzieć: „To u nas najwięksi wodzowie prowadzili swych żołnierzy w bój o Polskę”. Takim miejscem jest Gołków, oddalona o 3 km od Piaseczna wieś. Przejeżdżając jej główną ulicą, Pod Bateriami, mijając stację benzynową lub też wychodząc do własnego ogródka na ulicy Generała Zajączka, można nie wiedzieć, że 220 lat temu polscy kawalerzyści, piechurzy, kosynierzy i artylerzyści przelewali tu krew w gwałtownej bitwie z Moskalami. To właśnie na pamiątkę tego starcia nadano nazwy powyższym ulicom. Wtedy to insurekcja kościuszkowska zapukała do drzwi tej cichej wsi i wtargnęła do niej z całym impetem ówczesnego oręża.

Dlaczego Gołków?
Nie czas na rozpisywanie się na temat politycznych i społecznych powodów wybuchu powstania, ani na pisanie o jego słuszności. Inni wypowiedzieli się na ten temat lepiej i z większym autorytetem. Natomiast to, w jaki sposób jeden z głównych kierunków prusko-rosyjskiego natarcia na Warszawę dotarł do Gołkowa, wymaga krótkiego zgłębienia.

Sytuacja Tadeusza Kościuszki w połowie czerwca była nie do pozazdroszczenia. Polskie siły miały za sobą dwie przegrane bitwy w odstępie dwóch dni – szóstego czerwca pod Szczekocinami oraz ósmego pod Chełmem. W obliczu tych klęsk odezwali się politycy z Warszawy, którzy oznajmili Kościuszce swoje zamiary zmian osobowych w Radzie Najwyższej Narodowej. Naczelnik potrzebował sukcesów.Jego pierwotnym planem było skoncentrowanie dużej armii i walna rozprawa z jedną z dwóch głównych armii nieprzyjaciela kierujących się na Warszawę. Koncentracja tych wojsk zakończyła się w nocy z 16 na 17 czerwca, gdy Kościuszko miał pod swoją komendą 20 000 ludzi – po raz pierwszy w życiu dysponował taką siłą. Los mu jednak nie sprzyjał. Otrzymał wiadomość o zagrożeniu Krakowa. Po pierwotnej myśli pójścia z odsieczą matecznikowi powstania oraz wykorzystania tej wyprawy do rozdzielenia głównych sił nieprzyjaciela szybko ten plan porzucił, tworząc nową i finalną już koncepcję obrony. Kraków musiał zostać poświęcony dla obrony Warszawy.

Generał Dąbrowski został przez Naczelnika odesłany spod Warki pod Błonie, a generał Mokronowski pod Przybyszew. Generał Zajączek dostał rozkaz marszu na Radom, natomiast główne siły Kościuszki stanęły w Warce. W ten sposób utworzony został kordon obronny, mogący chronić stolicę od południa, wschodu i zachodu. Posunięcie to miało jednak swoje konsekwencje, gdyż rozdzieliło siły polskie, z takim mozołem koncentrowane w przeciągu ostatnich kilku dni. Co gorsza, Tadeusz Kościuszko oddał wrogowi inicjatywę operacyjną. Wolał wyczekiwać na ruch nieprzyjaciela.
Następne dni pociągają za sobą ożywione ruchy wojsk, przetasowania kadrowe i osobowe. Najważniejsze z nich z perspektywy bitwy gołkowskiej dotyczą reorganizacji korpusu generała Zajączka, w którym po przegranej bitwie pod Chełmem szerzyła się gangrena niesubordynacji. W tym celu doszło do wymiany jednostek między nim a generałem Mokronowskim, którego nowy korpus miał wzmocnić obronę pod Błoniem. W ten sposób pod komendę generała Zajączka trafił I batalion 9. regimentu oraz brygada konna generała Antoniego Madalińskiego. Sam zaś stracił siły niemałe, bo 4. regiment piechoty, 3. pułk straży przedniej oraz II Ukraińską Brygadę Kawalerii Narodowej.

Ostateczny obraz linii ustabilizował się pod koniec czerwca, z Zajączkiem w Warce, Mokronowskim w Błoniach i Kościuszką przez chwilę w Gołkowie, a potem w Wólce Prackiej, skąd przez 10 dni kierował działaniami na całej rozpiętości pasa obronnego. Pozycja Naczelnika nie była przypadkowa, bowiem chciał usadowić się pomiędzy dwiema skrajnymi formacjami, mogąc przychodzić z odsieczą zarówno jednej, jak i drugiej. Boczne korpusy miały mieć siłę ok. 5000 ludzi, natomiast środkowe zgrupowanie Kościuszki liczyło 10 000 żołnierzy. Sam Kościuszko w liście do generała Mokronowskiego w następujący sposób opisuje swój zamysł (tu i dalej pisownia oryg.): „Potrzeba nam i offensive i deffensive [ofensywnie i defensywnie – przyp. S.S.] czynić wojnę (…). Dlatego wybierać nam należy nie tylko pozycję dobrą, ale też, abyśmy mogli mieć prędką komunikację jeden z drugim (…). Kazałem Zajączkowi stanąć w Warce (…). Ja myślę być pomiędzy korpusem generała i Zajączka, abyśmy dali jeden drugiemu sukurs w potrzebie (…)”.

Słabością koncepcji, o czym po dłuższym czasie się zorientował, był nie dystans dzielący jego samego od generałów, ale ten dzielący generała Zajączka od Warszawy. Generał Mokronowski do Warszawy miał bowiem 25 kilometrów, a generał Zajączek aż 60, co stwarzało możliwość odcięcia go przez nieprzyjaciela od głównych sił polskich. Zajęcie przez Kościuszkę pozycji w zbytnio cofniętej względem całości linii w Wólce Prackiej, zamiast w Tarczynie, również nastręczało problemy komunikacyjne. Naczelnik zaradził im, oddelegowując do Tarczyna brygadę Kołyszki celem komunikacji z Mokronowskim, oraz oddział generała majora Ożarowskiego do komunikacji z Zajączkiem.

Podsumowując, obrona Warszawy miała mieć charakter dynamiczny i zaczepny. Jej koncepcja wynikała z większego doświadczenia Naczelnika względem jego kampanii z roku 1792.

Po kilku dniach potyczek, podchodów i kryzysów, szczególnie w Błoniu, pod Tarczyn podeszły główne siły pruskie, stanowiąc preludium do bitwy gołkowskiej. Kościuszko, uruchamiając swoje założenie strategiczne, postanowił wycofać do Warszawy Mokronowskiego (który po opanowaniu sytuacji jednak pozostał w Błoniu) i ściągnąć do siebie Zajączka. Ten drugi w następujący sposób przytacza ów moment w swoich wspomnieniach: „Przedsięwzięte od nieprzyjaciela poruszenie w dniu 6. lipca kazało się domyślić iż zamierza odciąć Zajączka od armji, co nakłoniło Kościuszkę do odmienienia pozycji”. Kościuszko z dużym opóźnieniem zrozumiał niebezpieczeństwo wynikające z pozycji generała Zajączka, którego próbował dopaść generał Fersen, dowodzący wojskami rosyjskimi pozostałymi po bitwie pod Szczekocinami. Kościuszko rozkazał Zajączkowi forsownym marszem skierować się do Piaseczna, pokonując 40 km w ciągu jednego dnia. Pisał do generała Mokronowskiego: „Zajączek jeszcze tkwi pod Warką o 40 km, gdy główne siły pruskie są o 10 km. Przede wszystkim więc rozkaz do Zajączka by jednym dniem wycofał się ku siłom głównym (…)”. Korpus zadanie wykonał, idąc traktem wareckim. 8 lipca Kościuszko kazał jego wojska wyprowadzić z Piaseczna i ustawić pod Gołkowem.

Pozycje wyjściowe i sensacyjne odkrycie
Oto jak o swoim położeniu pisał sam generał Józef Zajączek: „Pozycja Gołkowa lubo nie jest przednią sama przez się, dość jednak obronna. Lewe skrzydło Polaków zasłonięte tam było małą rzeczką błotnistą [Jeziorka – przyp. S.S.], a prawe przez las rozciągający się aż wtył ich pozycji”. Z kolei generał Józef Kopeć, którego brygada odegra kluczową rolę w kulminacyjnym punkcie bitwy, tak w swoich „Pamiętnikach” opisał pole, bronić którego zadanie miał Zajączek: „To położenie jest leśne (…). Po lewej ręce mieliśmy krętą [rzekę] z wyniosłymi brzegami, o którą opierało się lewe nasze skrzydło, błotnisty grunt za rzeką czynił ten punkt niedostępnym i obejście skrzydła niepodobnem. Środek naszej linii był na dość równem polu ustawiony (…). Prawe skrzydło nasze opierało się o las niewielki, za którym rozciągały się obszerne błota i trzęsawiska”.

Gołków leżał na krakowskim trakcie pocztowym prowadzącym do przeprawy przez Pilicę nad Nowym Miastem. Łączyły go trakty z Piasecznem oraz Jeziorną,

dając spore możliwości odwrotu na Warszawę. Jednocześnie położenie to powodowało konieczność przejścia tędy wojsk nieprzyjaciela. Jak pisze Kopeć: „(…) a że Gołków był właśnie w tem miejscu, przez które musiał iść Denisow, spotkanie więc z naszym korpusem było konieczne, tem bardziej, iż nas wtyle zostawić rozsądnie nie mógł (…)”. Generał Zajączek dodaje: „Polacy wysypali także baterje wzdłuż swojego frontu”. Jest to o tyle istotne, że doprowadziło do sensacyjnego odkrycia, dokonanego przez autora, a dotyczącego polskich pozycji pod Gołkowem. Dotychczas wiadomo było, że Polacy zajmowali pozycje na wzgórzu. Poza tym była to zgadywanka. Jednak istnieje mapa z lat 1793–1796, na której autorzy, topografowie i kartografowie armii pruskiej, pod kierownictwem Davida Gilly’ego, zaznaczyli bate-rie/szańce, o których mówi generał Zajączek. Pozwala to określić dokładnie, którędy przebiegała linia wojsk polskich.

A wyglądała ona następująco: główne siły kawalerii pod dowództwem brygadiera Rzewuskiego zajęły prawe skrzydło przy lesie. Było to jedyne miejsce, które wróg mógł wykorzystać do obejścia polskich sił. Grupę tę tworzyły I Małopolska Brygada Kawalerii Narodowej (BKN), Brygada Pińska oraz I Wielkopolska BKN – od której powstanie w ogóle się zaczęło. Najpewniej też z tej strony stała brygada generała Madalińskiego. Centrum pod dowództwem generała Filipa Haumana stanowiła piechota osłonięta wspomnianymi wyżej szańcami. Były to regiment 10. i pierwszy batalion regimentu 9. Drugą i trzecią linię, stojące za wzgórzem, stanowili kosynierzy, którzy również pod Gołkowem dowiedli swego męstwa. Lewego skrzydła pilnowała I Ukraińska BKN. W książce Bronisława Gembarzewskiego pt. „Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od r. 1717 do r. 1831” znajdują się również informacje o 7. regimencie pieszym starosty Potockiego Szczerzeckiego, którego Zajączek chwali w swoim raporcie w „Gazecie Wolnej Warszawskiej”, oraz o oddziale konnym niejakiego Sokoła. Artylerią kierował kapitan Baciankiewicz. Mając do dyspozycji takie siły, generał Zajączek czekał na przybycie wroga.

Bitwa
Po dokonanej pod Lesznowolą koncentracji i forsownym marszu przez Wolę Gołkowską i Głosków generał Denisow dotarł pod Zielony Młyn rano 9 lipca. Nie czekając na nadejście przełożonego, generała Fersena, postanowił nie zastosować się do jego rozkazów zajęcia grobli przez Jeziorkę, co umożliwiłoby swobodę działania po obu jej stronach, i rozpoczął działania zaczepne, mimo że nie miał przewagi liczebnej.

Około godziny 11 Kozacy pojawili się przed pozycjami polskimi – były to forpoczty rozstawione przez generała Zajączka na całej długości rzeki Jeziorki. Widząc słaby punkt polskiej obrony na prawym jej skrzydle, Denisow przegrupował swoją kawalerię i ruszył na ten kierunek. Polacy nie pozostali dłużni i siłami m.in. brygady generała Antoniego Madalińskiego, który już miał przyjemność zwycięskiego kontaktu z oddziałami Denisowa, kontratakowali, wpędzając wojska rosyjskie głęboko w las w okolicy Bobrowca.

Nie nadwyrężyło to jednak determinacji rosyjskiej. Wczesnym popołudniem w końcu dotarł generał Fersen i widząc swój plan obalony, postanowił jednak kontynuować atak. O godzinie 17 rozpoczął się główny szturm na polskie pozycje. Większość zapisów pamiętnikarskich nie uwzględnia w ogóle wcześniejszych działań, mających raczej charakter potyczek. Tym razem ruszyła cała linia, wspomagana artylerią. Rosjanie posłali kolejny atak na prawe skrzydło, gdzie wiążąc polskie siły własną kawalerią, próbowali przemycić kilkuset ochotników kozackich lasem na tyły polskich pozycji. Zamiar ten został udaremniony trzeźwą postawą generał Zajączka, który posłał naprzeciw natrętom około 400 bagnetów i dwie kompanie 10. regimentu z trzema działami. Kosynierzy drugiej linii wykonali zwrot w tył i byli już gotowi odpierać przeciwnika. Pisze generał Zajączek w „Gazecie Wolnej Warszawskiej” nr 24: „Wtenczas gdy korpus atakował nas z przodu, oddzielne kommendy, z prawego flanku i z tyłu, zaczęły wpadać na nas i mięszać drugą linię, ale zewsząd mężnie odparte zostały”. Strzelcy ci, ukryci w lesie z działami, przyczynili się do odparcia ataku jelizawetgradzkich jegrów konnych, nękających trzy szwadrony polskiej jazdy.

Gdy wydawało się, że sytuacja jest opanowana, Rosjanie postanowili skierować swój wysiłek na lewe skrzydło polskiej obrony, dość lekko obsadzone. Odcinek ten zachwiał się, co niechybnie wymusiło reakcję naszego dowództwa. Generał Zajączek nakazał Brygadzie Pińskiej Kopcia przejść ze skrzydła prawego w sukurs I Brygadzie Ukraińskiej, zastępując ją I Brygadą Wielkopolską. Ruch ten mógł jednak mieć katastrofalne skutki, gdyby nie bystrość umysłu Kopcia i bohaterstwo polskich kosynierów.

W lukę po brygadzie Kopcia wdarł się pułk konnych strzelców posłanych przez Denisowa, który wyrwę tę dostrzegł. Problem polegał na tym, że byli umundurowani niemal identycznie jak Polacy i omal nie udało im się niepostrzeżenie spenetrować polskie szeregi. Kolejnym problemem był wszechobecny kurz, momentami całkowicie ograniczający widoczność. Wspomina Kopeć: „Kurz ze wszechstron powstający nie dozwolił dostrzec nieprzyjacielskiego obrotu, który już przebił się przez pierwszą linię, domyśliwszy się jednak o co rzecz idzie, rzucam się na krzyk (…); spotykam się wręcz z rzeczonym regimentem, spycham go na naszą piechotę drugiej linii i kossyniery (…)”. Wizja pułku kozackiego rozbitego o polskie kosy musi podziałać na wyobraźnię. Po tym odpartym szturmie następuje cisza. Rosjanie nocują w Głoskowie i Bobrowcu. Generał Kopeć pisze o całonocnej kanonadzie rosyjskiej, jednak nie znajduje to potwierdzenia w innych źródłach.

Następny dzień ma krótki, acz gwałtowny przebieg. Denisow próbował zdobyć groblę w Jazgarzewie i pałac stojący 500 metrów przed główną linią polskiego lewego skrzydła. Przebiwszy się przez forpoczty rozlokowane w Gołkowie, był o kilkadziesiąt kroków od pałacu, gdy przywitał go huraganowy ogień artylerii. Jak pisał generał Zajączek: „Armata ukryta we dworze raziła kolumnę awansującą przez wieś i przymusiła ją do cofnięcia się. Przez dwie godziny stał nieprzyjaciel niemal w jednym miejscu pod kanonadą”.

Sytuacja uległa zmianie po przybyciu wojsk generała Chruszczowa, łącznie ok. 5000 ludzi, które wykonały manewr oskrzydlający, zajmując Jazgarzew. Rosjanie ustawili działa na przeciwległym wzgórzu i celnym ogniem razili Polaków, którzy nie mogli sobie pozwolić na próbę wyparcia przeciwnika z zajmowanych pozycji. Generał Zajączek nie mając wyjścia, a spełniwszy swój wynikający z założeń strategicznych obowiązek utrzymania pozycji przez jeden dzień, rozkazał odwrót. W tym samym czasie Rosjanie próbowali obejść go od północy i przegapiwszy moment wymarszu polskich jednostek, nie mogli im zbytnio zaszkodzić. Odwrót był niemal książkowy, osłaniany wojskami Wyszkowskiego, kontratakującymi gdzie tylko było to możliwe. Tadeusz Kościuszko otrzymawszy informację o odwrocie Zajączka, sam oderwał się od wojsk pruskich, z którymi walczył pod Raszynem i ruszył na Warszawę. To samo nakazał Mokronowskiemu.

Bitwa pod Gołkowem, mimo że krótka, była jednak niezwykle ważna. Powstrzymała natarcie rosyjskie, pozwoliła wojskom polskim odzyskać morale i udowodniła wysoki kunszt dowódczy polskiej kadry oficerskiej. Jej założenia od początku były defensywne, dlatego Zajączek jedynie skupiał się na przyjmowaniu i odpieraniu ataków nieprzyjaciela. W całej bitwie nie doszło do ani jednego kontrnatarcia na pozycje rosyjskie. Tadeusz Kościuszko nie krył pochwał dla generała Zajączka na łamach „Gazety Wolnej Warszawskiej”, pisząc po zakończeniu bitwy gołkowskiej: „Nieprzyjaciel nie pokazał się naprzeciw naszey kolumnie; ale zdawało się, iż celem jego było przerznąć korpus generała Zajączka, który dziś rano odparłszy powtórnie korpus Moskiewskie, z znaczną bardzo stratą, za pokazaniem się woyska Pruskiego, cofnął się obronnie, w naylepszym porządku (…). Winienem oddać sprawiedliwość męztwu i przytomności generała kommenderującego, Zajączka, tudzież generała Haumana. Dywizja iego walczyła z stałością i odwagą, godną Polaków bijących się na swey ziemi, za swą wolność, za swą niepodległość (…)”.
Powyższa opinia zdaje się być naturalną puentą dla tego wydarzenia, które winno być chlubą naszej gminy, a dopiero powoli zaczyna wychodzić z cienia społecznego zapomnienia. Czas to zmienić.

Sebastian Sęk

Na koniec chciałbym wyrazić swoje podziękowanie członkowi naszego Piaseczyńskiego Klubu Poszukiwaczy Historii, tegorocznemu maturzyście, Piotrowi Prawuckiemu, który udostępnił mi skany kilku egzemplarzy „Gazety Wolnej Warszawskiej”. *

Schemat bitwy pod Gołkowem
Schemat bitwy pod Gołkowem