Śpiew w cieniu oliwek i winorośli

474
Śpiew w cieniu oliwek i winorośli
Śpiew w cieniu oliwek i winorośli

8 lipca br. Chór Liturgiczny Parafii Najświętszej Marii Panny Wspomożenia Wiernych w Zalesiu Dolnym pod opieką dyrygenta Pana Pawła Gindy, wyruszył w podróż do Włoch, na zaproszenie burmistrza Chitignano – małego miasteczka położonego wysoko górach, w Toskanii, królestwie winorośli, oliwy, oliwek i słońca.

Toskania, zamieszkana początkowo przez Etrusków, to historyczna kraina i jeden z najbardziej atrakcyjnych turystycznie regionów Włoch, to także region rolniczy, o czym przyszło się nam przekonać jedząc cudowne, świeże produkty przygotowane z niezwykłą dbałością o smak. Toskańczycy uprawiają głównie karczochy, winorośl, oliwki i brzoskwinie. Najbardziej znana jest jednak produkcja wina i oliwy z oliwek, ten region słynie z tych produktów. Ciekawostką jest również fakt, że to właśnie dialekt toskański stał się podstawą dla języka włoskiego.
Podróż, która miała miejsce w dniach od 8 lipca do 19 lipca br. zostanie w naszej pamięci jako niezwykłe doświadczenie poznawcze, duchowe i kulturowe. Rozpoczęła się ona z obawą, ale jednocześnie z ciekawością – czy pomimo barier językowych, uda się nawiązać kontakt z miejscowymi opiekunami, czy nasz śpiew spodoba się innym, czy damy radę w takich warunkach pogodowych zwalczyć zmęczenie, pokonać stres i zaprezentować na festiwalu przygotowany wcześniej repertuar tak dobrze, jak to jest tylko możliwe?
Już sam nasz przyjazd na miejsce był miłym zaskoczeniem – pomimo późnej pory, czekali na nas lokalni mieszkańcy i sam burmistrz Chitignano, w oknach budynku powiewały polskie flagi, a młodzież dzielnie pomagała w niesieniu bagaży do uroczego i przyjaznego dla gości pensjonatu. Zmęczeni, ale szczęśliwi, z radością powitaliśmy gościnnych gospodarzy.
Celem naszej podróży był przede wszystkim koncert, który miał się odbyć na festiwalu Pieve a Castelli przy Badia w San Fedele, w Poppi, maleńkim, ale przepięknym średniowiecznym miasteczku, w prowincji Arezzo, ale również zobaczenie Sienny, Florencji, Asyżu, kościoła w eremie w Camaldoli – miejsca powstania zgromadzenia kamedułów założonego przez świętego Romualda.
Święty Romuald zakładał liczne eremy – za namową biskupa Arezzo Tedalda, wzniósł pięć cel i kaplicę na tzw. Campus Mandoli, którą mieliśmy okazję zobaczyć.
Pierwszego dnia po przyjeździe zwiedziliśmy gościnne Chitignano i wybraliśmy się do Sanktuarium w La Verna, mistycznego miejsca otrzymania stygmatów przez świętego Franciszka z Asyżu. Jest to najczęściej odwiedzane spośród sanktuariów w Dolinie Casentino. Najważniejszym momentem w historii sanktuarium była stygmatyzacja św. Franciszka w 1224. Ten niezwykły cud, poświadczony przez biografów świętego oraz naocznych światków, którzy widzieli ślady gwoździ i przebity bok Św. Franciszka, miał miejsce w La Verna 15 września 1224. Tego roku Franciszek przebywał na La Verna, zachowując tzw. post św. Michała Archanioła (każdego roku, od 14 sierpnia do 20 września św. Franciszek odprawiał 40-dniowy post, którego celem było oddanie hołdu św. Michałowi).
Dzień został zwieńczony wieczornym spotkaniem z Włochami – przedstawicielami rady miasta. Lokalne przysmaki, toskańskie wino, taniec i wspólny śpiew, wszystko to pokazało jak spontaniczni i ciepli są Włosi. Robili bardzo dużo, żebyśmy czuli się tam dobrze, zagrali nawet hymn Polski – burmistrz jest muzykiem, gra na trąbce i ma swój mały zespół.
Trudno wymienić wszystkie miejsca i przywołać wszystkie wspomnienia – kolejnym etapem naszej podróży po historii Toskanii była piękna Sienna i Camaldoli.
W Camaldoli znajduje się erem, czyli pustelnia albo klasztor pustelniczy i klasztor zakonny. Zakonnicy obu tych domów zakonnych stanowią jedną wspólnotę. Zachowując tę samą regułę i wypełniając ślub posłuszeństwa względem tego samego przełożonego, zachowują różny styl życia. W klasztorze mnisi obecnie prowadzą życie bardziej wspólnotowe, w eremie zaś więcej czasu poświęca się na modlitwę. Liczba braci w eremie jest ograniczona – w chwili obecnej jest ich ośmiu, w tym jeden Polak. Wrażenie było niezwykłe – małe domki zamknięte za niedostępną bramą, atmosfera skupienia i modlitwy rodziła pytanie o sens takiego życia, w którym nawet śpiew jest zjawiskiem niezwykłym.
Wieczorem tego samego dnia czekał nas koncert w Poppi.
Znajduje się tam bardzo dobrze zachowany zamek, a także położone na Piazza Amerighi, zbudowane na planie XVII-wiecznego Oratorium-della Madonna del Morbo. Cały urok Poppi można odkryć idąc długą częścią średniowiecznego miasteczka, co uczyniliśmy, spacerując, ale jednocześnie pamiętając, że należy zostawić w zapasie czas na próbę przed koncertem. Spacer centrum Poppi zakończył się widokiem zaskakująco pięknego i w doskonałej kondycji kościoła, który należał kiedyś do zabudowań klasztornych San Fedele. To było miejsce naszego występu, co potwierdzał wiszący na drzwiach kościoła plakat.
Trochę zdziwiła nas godzina występu, ponieważ miał się ona zacząć pół godziny później, niż to było zaplanowane. Weszliśmy. Wnętrze dawało wrażenie i poczucie atmosfery sprzyjającej kontemplacji: panował półmrok tworzony przez kamienie oraz sztuczne oświetlenie grubych murów. Murów, które dawały również złudne wrażenie chłodu. W środku, pomimo późnych godzin było gorąco, bardzo gorąco. Nasze obawy, że trudno nam będzie śpiewać rozwiały się jednak, gdy rozległy się pierwsze dźwięki pieśni, wiedzieliśmy już, że damy radę. I to był ten najwspanialszy moment – poczucia jedności, odpowiedzialności i pełnej mobilizacji.
Trudno opisać radość, która jest zawsze, gdy rozlegają się gromkie oklaski. To znak, że nie tylko my kochamy śpiew, który łączy wszystkich. I oddać wzruszenie publiczności, gdy rozległy się dźwięki Dolce sentire i Va, pensiero, utworów których nauczyliśmy się specjalnie na ten wyjazd, przez szacunek dla naszych gospodarzy. Nie powstała jeszcze płyta z występu, ale nie to jest najważniejsze, bo my już wiemy, że warto było zaśpiewać, ponieważ każda łza wzruszenia jest dla nas ważniejsza niż wszystko inne.
Następnego dnia był wyjazd do Florencji, zwiedzanie katedry i placu katedralnego, Placu Signoria, Pałacu Vecchio, Ogrodów Boboli, Starego Mostu, Galerii Pitti oraz wielu innych zabytków.
Pomimo zmęczenia, wieczorem wzięliśmy udział w lokalnym święcie w Rosinie, święcie celebrowanym winem, śpiewem, tańcami i pyszną kolacją. Niedziela, ostatni dzień pobytu w pensjonacie Dociola był dniem „polskim”. Wyjazd do Arezzo z naszym wiernym przewodnikiem – księdzem Mariuszem zaowocował nie tylko spotkaniem z naszymi rodakami na mszy Polskiej, ale również zwiedzaniem Arezzo, które jest miejscem równie pięknym jak Sienna, choć chyba trochę niedocenianym, a na pewno mniej znanym i popularnym.
W drodze do Rzymu, zatrzymaliśmy się w Asyżu, gdzie również nie zabrakło duchowych doznań: Bazylika Santa Maria degli Angeli,Bazylika św. Franciszka, Bazylika św. Klary,Kościół św. Damiana Rivotorto, to tylko część z miejsc, które zobaczyliśmy, choć najbardziej urzeka położenie tego miejsca. Asyż jest miejscem położonym na wzgórzu, stąd naturalne odczucie jego wielkości, choć tak naprawdę każdy jego skrawek robi wrażenie prawie mistyczne. Zostanie w pamięci wszystkich nie tylko jako miejsce narodzin św. Franciszka i św. Klary, ale również z idei pojednania międzynarodowego, religijnego i pokoju na świecie, ponieważ w mieście odbywają się zapoczątkowane przez papieża Jana Pawła II Światowe Dni Modlitw o Pokój.
Ukoronowaniem naszego pobytu był Rzym, wieczne miasto, które jest historią samą w sobie. Historią starożytnej kultury, architektury, literatury, malarstwa i duchowości rozumianej jako mistyczny kontakt z religią.
Gdy niektórzy już opadali z sił, zawsze motywacją była myśl, że dzieją się ważne rzeczy, bo nie tylko wartości poznawcze były istotne w tej podróży. W trakcie bowiem rodziły się też relacje, więzi międzyludzkie. Trudności zazwyczaj odkrywają słabości ludzkie, tak było i tym razem, ale jednocześnie budują więzi, trwalsze niż nawet najpiękniejsze wspomnienia.
I taki jest najbardziej wymierny rezultat tej podróży – wspomnienia o wyjątkowych ludziach, których dane nam było spotkać i poznać, wspomnienia o wyjątkowych miejscach i zbudowanie jeszcze głębszych więzi między nami. Kluczową rolę odegrał w tym oczywiście śpiew – w cieniu oliwek i winorośli.
Tym krótkim tekstem chcemy wyrazić naszą wdzięczność, tym którzy przyczynili się do tego wspaniałego wyjazdu.
Przede wszystkim wielkie podziękowania na ręce Pana Burmistrza Zdzisława Lisa i Księdza Proboszcza Tadeusza Huka za dofinansowanie naszego przejazdu do Włoch, Księdzu Mariuszowi Zabielskiemu – byłemu proboszczowi Chitigniano za opiekę i wsparcie, Panu Franco – emerytowanemu nauczycielowi z Chitigniano za codzienną obecność i wspaniałe serce, Eli Gorzkowskiej (altowi) za logistykę. Wdzięczni –
– dyrygent i chórzyści z Zalesia Dolnego, Agnieszka Mokrogulska (sopran).